Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Reklamy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Reklamy. Pokaż wszystkie posty

sobota, 2 marca 2013

MARVEL - NOW


Od dwóch tysięcy lat nikomu nie dano zbawczej mocy. Niektórzy twierdzą też, że nikt nie dostanie jej za naszych czasów. Nawet będąc wielkim optymistą (a może tym bardziej będąc optymistą) nie można nie przyznać im racji. Należy jednak pamiętać, że moc zbawcza to nie jedyny rodzaj mocy. Mamy też znaną z mitologii moc bogów, mamy moc, która od wieków kryje się w ludziach i pcha gatunek całkiem nieźle rozwiniętych małp do przodu, wreszcie mamy też moc, która jest w ludziach od niedawna. Pozyskana dzięki tajemniczemu genowi oznaczonego literą X - dla Greków czymś świętym, dla matematyków niewiadomą w równaniach - lub wskutek wyjątkowego pecha. Mamy również moc postępu. I każda z nich niekoniecznie służy dobrym, a w każdym razie przyzwoitym, celom. Mało tego, spróbujcie sobie wyobrazić to wszystko w jednym miejscu. 
 Żyjemy w czasach, które znają blisko pięćdziesiąt związków frazeologicznych ze słowem "wolność".  Powoli dobijamy do podobnej liczby związków frazeologicznych ze słowem "równość". Mimo to nadal ochoczo bijemy się o obie te sprawy. Dziwiąc się przy tym, że innym tak trudno zaakceptować ludzi bez wysiłku podnoszących samochody, nagle podrywających się do lotu, ciskających kulami plazmy, zmieniających się w zielone monstra lub łamiący prawa fizyki w inny sposób. Przecież to jest Ameryka! Przyszywana ojczyzna każdego dziwadła, które zgodzi się nigdy nie pochylić Gwieździstego Sztandaru. 
A propos... mamy tutaj też wcielenie Gwieździstego Sztandaru, któremu gdzieś tak połowa mieszkańców Nowego Jorku zawdzięcza życie. I jak tu nie lubić tego, co dobre i amerykańskie, skoro jest dobre i amerykańskie? 
____________________________________________________________________
Nadal nie rozumiem, dlaczego na mnie głosujecie w sondzie. Nie wiem też, na ile liczycie się z moim zdaniem. Ale skoro głosujcie, to chyba powinnam się jakoś odwdzięczyć. Wiecie co, zapiszcie się na najbardziej komiksiarskiego bloga grupowego w historii blogosfery. Gwarantowane ciepłe przyjęcie, długie wątki pełne akcji (od porwania przez kosmitów po kryzys w postaci awarii kserokopiarki), dużo humoru w każdym możliwym rodzaju, pojawiające się opowiadania pisane bez przymusu oraz... cóż, to superbohaterowie. Drogie panie, widziałyście, jak wyglądają marvelowscy superbohaterowie?

środa, 6 lutego 2013

New York College

- Widziałam tam notki.
- Żartujesz.
- Poważnie mówię. Prawdziwe notki!
- Takie z dialogami?
- I z opisami!
- Seriiooo?

UWAGA, WCHODZĘ!

- Powiedz, czego się spodziewałeś, Magu, wchodząc na blog o nowojorskim adresie? Szału? Fajerwerków? Latających staników? Och, przepraszam, nie ta orientacja? Nie problem, już poprawiam.
Szału? Fajerwerków? Wypadających sztucznych szczęk? Nie ten przedział wiekowy? Ale z Ciebie maruda! No co? Hej, halo, żyjesz? Magu...?

Sprawdzasz jeden raz, sprawdzasz drugi, trzeci, czwarty. Tak, nie mylisz się, byłaś na tym blogu, na jego Onetowej wersji, prawie na samym początku.

2009 rok
Czternastoletnia dziewczynka, w blond warkoczach wciska z zapałem przycisk "Skomentuj" i sekundę po otrzymaniu zaproszenia publikuje opowiadanie. Mija chwila, może dwie, a ona już pod swoją notką ma kilkanaście komentarzy, zaś zdjęcie zostaje dodane do albumu. Mija tydzień, może dwa, dziewczynki na blogu już nie ma. Zbyt ambitnie. Zbyt trudno. 

- Mag!

A jednak miałeś rację, byłeś już tutaj i ze wstydem możesz wspominać swoją obecność na tym blogu. Ciekawi Cię, jak jest teraz, więc gdy już wchodzisz na stronę, zaczynasz przeglądać wszystkie postaci po kolei. Nie kłamali, naprawdę mają komentarze, aktywność, autorów. Wchodzisz w szeroką listę i... oniemiałeś - są opowiadania!

Słyszysz, drogi Czytelniku? Są komentarze, jest aktywność, są autorzy, są opowiadania. Jest ambicja.  No co tak na mnie patrzysz? Leć się zapisać!

NEW YORK COLLEGE


Dziwadło nad dziwadłami, ale inaczej tej reklamy napisać nie mogłam. I tak, wcale nie kłamałam, byłam na blogu, jeszcze jako dziewczynka. Może właśnie dlatego, że pierwszy raz pisałam reklamę blogu, który kiedyś współtworzyłam, tak ciężko było mi ją napisać. Mam nadzieję, że Administracja i Autorzy nie mają mi za złe, za taką reklamę.

Empire Bysen

Magia. Tak wspaniała. Tak naturalna. Tak cielesna, a zarazem nienamacalna i niepojęta. Rzec by można, że wspanialszej nad nią nie ma i przyrównać do kochanki, której posiąść nie można, a jedynie napawać się zdobytymi okruszkami jej wspaniałości. Tak trudna do zdobycia. Tak pożądana. Tak bliska.
Zaś tuż za nią podąża inna, równie wspaniała, lecz mniej nieuchwytna. Nauka. Trudna dla niechłonnego umysłu, jednak zmienna pod zręcznymi dłońmi. Można ją kształtować w dowolny sposób i nie ma nic, co by ograniczyło tę możliwość.
Magia jest nieograniczona, ale niepojęta, a przez to niemożliwa do ujarzmienia. Nauka to coś, nad czym możemy mieć władzę.
A my, ludzie, lubimy mieć władzę.

Cesarstwo Bysen to połączenie magii i nauki. Połączenie trudne i tylko z pozoru niekompatybilne. Dwie różne od siebie cielesności, które w złączeniu ze sobą mogą być najpotężniejszą bronią znanego mam świata. Tu jednak powstała bariera pomiędzy Magią a Nauką i ludźmi, parającymi się danymi dziedzinami. Nieuchwytność kontra plastyczność. Wejść może tu każdy, którego umysł otwarty jest na wspaniałość i niepojętność. Miejsce, gdzie immanentność i transcendentność przeplatają się, łączą, psują i wciąż pozostają niezrozumiane.
Miejsce, gdzie fascynacja przeradza się w czyn, a czyn ogranicza jedynie wyobraźnia. Miejsce, gdzie styka się realność z fantastyką. Gdzie świat nie jest ani dobry, ani zły. To połączenie każdej myśli, wielu dusz i dzieł. To połączenie światów. To drzwi nowej ery.

Empire Bysen to blog dla każdego autora, który dotąd nie znalazł dla siebie miejsca w blogosferze. Potrzeba mu będzie jednak dużej dawki ambicji, charakteru i chęci, żeby dać porwać się blogowi wymagającego poświęcenia trochę więcej czasu. Cesarstwo to świat pełen wyobraźni i inteligencji, przygody, którą może podjąć każdy, lecz nie każdy jej podołać. Jesteście gotowi na rewolucję? Oto stoi ona przed Wami, dumna i wspaniała

Rzucam Ci rękawicę, podniesiesz ją?

EMPIRE BYSEN



Przepraszam, najmocniej przepraszam całą załogę Empire Bysen, że tak długo musieli na reklamę czekać. Mam nadzieję, że choć trochę zrekompensowałam Wam ten czas oczekiwania.

sobota, 5 stycznia 2013

HIGHWAY TO BLOODY HELL


LIST GOŃCZY: 
Dean i Sam Winchester. Poszukiwani żywi, martwi lub nieumarli. 


OGŁOSZENIA DROBNE: 
 * Tanio sprzedam legendarnego Colta z magazynkiem. Kiedyś można było zabić z niego wszystko, dziś świetnie prezentuje się na ścianie. Zniżki dla łowców!
 * Wynajmę chatkę w środku lasu. Idealne schronienie przed demonami. Na ścianach wyryty klucz Salomona, w kuchni dwa worki z solą i kolekcja mosiężnych noży. 
* Odczulanie na czosnek i krew umarlaka. Tanio!
* Magia dla opornych - nauczanie metodą alternatywną. Sprawdź już teraz. Nie ponosimy odpowiedzialności za sprzedane dusze. 

WIEŻA BABEL LUB RADIOSZUM 
Sytuacja, krótko mówiąc, beznadziejna. Zły księżyc wschodzi. Do domu na tyle daleko, by dawno już zapomnieć, którędy tam się szło. Panie, urodziłem się włóczęgą i nie mam swojego miejsca. Z kolei droga przed nami prowadzi prawdopodobnie donikąd. I nikt nie może nic już zrobić.  Droga przez Góry Skaliste. I przez każde inne góry też. Stary, my jesteśmy wszędzie. Tu jest klucz do autostrady, teraz wiesz, jak nią jechać. Prosto w dół, piekło czeka, Lucyfer osobiście zagrzał pod kotłem i wypatruje, czy nie nadjeżdżasz. Frank Sinatra powiedział kiedyś, że ma cały świat na jednej strunie. Jednakże umarł i struna się rozstroiła. Każdy udaje tutaj wariata, a trucizna jest wszędzie na tym podłym świecie. Nawet whiskey zatruta. Ktoś puka do bram Nieba. Na horyzoncie ogień nieznanego pochodzenia. Pośpieszmy się, bo to może być nasze siedem minut w raju. Czas nadszedł właśnie teraz, jakkolwiek jest to zły czas. Mam więcej długów, niż mógłbym spłacić, więc po co płacić którykolwiek? Hej, człowieku, niezły strzał. Czy to prawda, że zabiłeś swoją matkę pistoletem? Kochanie, mam wrażenie, że spadamy. Rób tak dalej, mój niesforny synu. 

OGŁOSZENIA MATRYMONIALNE: 
* Nieśmiertelny pan pozna śmiertelną panią, niezbyt przywiązaną do dóbr doczesnych. 
* Krwiopijca spotka krwiodawcę, znajomość bez większych zobowiązań. 
* Poszukuje mężczyzny, który lubi psy i nie nosi srebrnej biżuterii. 

JEDNA RADA
Nie oglądaj się za siebie.


Biały królik?! Co tu do cholery robi biały królik?! Czy on sobie myśli, że nie mamy innych problemów? No nic i tak zawsze trzymam spluwę nabitą solą. 


SEATTLE GRACE HOSPITAL


Po ekranie kardiogramu sunęła prosta linia. Trzy minuty.
Widziałeś kiedyś, jak wygląda walka o ludzkie życie? 
Pierwszy wstrząs. Ładunek elektryczny przebiega po ciele pacjenta. 
Widziałeś tych, którzy dosłownie wyrywają innych  rąk śmierci? 
Drugi wstrząs. Wciąż prosta linia.  A jeśli... Kto powiadomi rodzinę...? 
Na tyle aroganccy, by sądzić, że nie ma życia, którego nie dałoby się uratować. 
Trzeci wstrząs. Pojawiła się krzywa. Wrócił puls. Mamy go. To jeszcze nie koniec.

Piętro niżej, inne skrzydło, inni ludzie. W roli głównej obsadzono młodą kobietę o jasnych włosach opadających na twarz. Tym razem nie ma paniki, chociaż kobieta co jakiś czas krzyczy, mimo uspokajających słów położnej. Wkrótce potem powietrze rozbrzmiewa płaczem noworodka. Nowe życie. Jednak... To nie jest początek. 

Nie ma chwili, by w szpitalu było pusto. Korytarzem zawsze ktoś przechodzi. Zawsze jest coś jeszcze do zrobienia; dwadzieścia cztery godziny na dobę. Nie ma mowy o nerwówce. Lekarz musi mieć anielską cierpliwość, kobiecą delikatność i żelazne nerwy. Specjaliści opanowali te trzy rzeczy do perfekcji, rezydentom niewiele brakuje, a ci świeżo ze studiów za moment przekonają się, że muszą to opanować. 
Za reprezentacyjną fasadą szpitala kryje się znacznie więcej niż tylko aparatura medyczna i aparatura w fartuchach. Lekarze to wciąż ludzie, czujący nie mniej niż ich pacjenci. Historia trwa i trwa teraz. 
Stań się jej częścią. 


niedziela, 18 listopada 2012

THE WORST REVOLUTION

Trwaj tyl­ko w słońcu, bo nic piękne­go nie rośnie w ciemności.  
- Friedrich von Schiller

Ciemność nigdy nie kojarzyła nam się zbyt dobrze. Przywoływała na myśl wszystko to, co najgorsze. Niejeden człowiek panicznie boi się ciemności. To dlatego zostawiamy dzieciom zapalone lampki nocne, nie zasypiamy, jeśli słabe światełko ładowarki nie świeci, albo latarnie za oknem nie rozświetlają naszego pokoju. Jasność nas uspokaja, daje poczucie bezpieczeństwa, pozwala żyć nadziei. Żyjąc w dwudziestym pierwszym wieku, wieku technologii i nowoczesności zapomnieliśmy, że zapalić świecę, znaczy rzucić cień*.
W ułamku jednej setnej sekundy elektryczność przestała istnieć, a w raz z nią runęła cała współczesna technologia. Zupełnie, jakby ktoś wcisnął jeden przycisk, pozbawiając ludzkość tego, do czego była dotąd przyzwyczajona. Zamiast zmiennego pojęcia spokoju w całej Ameryce rozpoczął swoje rządy chaos, któremu zapobiec postanowiła Milicja, wprowadzając rygor i siejąc strach. Zginęli pierwsi ludzie, powstały pierwsze bunty, minęły pierwsze lata względnego niepokoju. Powszechnie mówi się, że rządząca Milicja wprowadziła spokój, pomogła ludziom przyzwyczaić się do nowej sytuacji. Pytanie brzmi: jakim kosztem? Przeciwko czemu dokładnie buntują się rebelianci? Czym są srebrne wisiory?

Cofnij się w czasie, wracając do starych, dawnych czasów, które mają miejsce w obecnym świecie. Spróbuj przeżyć w nowej rzeczywistości, pod twardą ręką Milicji. Dostosuj się lub stań po stronie rebeliantów. Jeśli poszukujesz odpowiedzi - masz moje błogosławieństwo. Jednak uważaj, bo zło czai się wszędzie, ale to ciemność jest dla niego najlepszym pożywieniem. Problem w tym, że ciemności tu pod dostatek.


*Ursula LeGuin
To jak, pasi?

poniedziałek, 12 listopada 2012

DRAGON AGE CHRONICLES - KRONIKI THEADAS


Rozpoczęła się odbudowa legendarnej Szarej Straży, wspierana przez potężnego Alistaira i jego przepiękną małżonkę Cousland, którzy przejęli władzę i starają się wprowadzić nowy ład i porządek do zniszczonego przez Arcydemona i Plagę kraju. Czas mija nieprzerwanie i mijają kolejne spokojne jesienie, jednak zza morza co raz częściej i głośniej słychać głosy powstającego Kirkwallu, na którego czele stanął nieznany nikomu Hawke. Jego celem staje się utrzymanie równowagi pomiędzy templariuszami a magami, choć szerzą się wieści o tym, jak ci drudzy, co raz częściej sięgają po zakazane i ciemne zakamarki magii. Magia krwi potrafi przerażać i może okazać się porażką dla templariuszy.
Niektórzy wciąż napotykają na swojej drodze mroczne pomioty, które żyją na terenie kraju, ukrywając się w grupach, rozmawiając szeptem, by nikt niepowołany nie mógł ich usłyszeć. Chcą żyć, niekoniecznie chcą życia innych.
Dragon Age Chronicles oparty jest na popularnej grze Dragon Age, a możliwości we wcielaniu się w postać jest bardzo wiele. To świetna odskocznia dla wszystkich fanów gier i grupowców, a także przyjemna rozrywka dla bloggerów poszukujących fantastycznych wrażeń i odrobiny magii.

DRAGON AGE CHRONICLES


Czy Wam też nie pokazuje się zdjęcie...? 

KRONIKI WSZECHŚWIATA - MASS EFFECT RPG


Kiedyś cały wszystkie planety obracały się wokół jednej planety. Ziemia miała być według ludzi epicentrum Wszechświata i nawet, gdy Kopernik udowodnił prawdziwość teorii heliocentrycznej, ludzkość nie przestała uważać się za centrum życia. Bo kto normalny wierzy jeszcze w UFO?
Dziś cały świat drży z przerażenia o to, co będzie jutro. Dziś cały świat drży przed katastrofą. Wojna wydaje się jednak nieunikniona. Zaatakowana ludzkość nie zamierza patrzeć bezczynnie na to, co Zbieracze robią z ich współbratymcami. Każdy boi się, że to on może być kolejnym, a nikt nie chce tak skończyć. We wszystkich galaktykach sytuacja staje się co raz bardziej poważna. Sprawa nie do wyciszenia, choć niektórzy wciąż udają, że nic się nie dzieje.
Powstań do walki! Opowiedz się po stronie ludzkości, albo wciel w postać Zbieracza, zmutowanego obcego, którego lękają się najmężniejsi. Możesz też żyć spokojnie na jednej z planet, udając, że temat wojny Cię nie dotyczy. Uważaj jednak - spokój zmącić równie łatwo, co niż taflę jeziora.
Wystarczy jeden kamyk. Jeden Zbieracz. Jeden krzyk. Jedno życie. Jedna śmierć.


MCKINLEY HIGH



Zadacie pytanie, jak można lubić szkołę? Sama wciąż nie miałam na to odpowiedzi, dopóki do moich rąk nie dostała się ulotka McKinley High. To musiało być przeznaczenie. Znak od Niebios, że Bóg tak chciał. Podążyłam za głosem serca i złożyłam w sekretariacie dokumenty i podanie. Wszystko wydawało się być jednak takie... normalne. Po szkolnych korytarzach przechodziły tabuny kujonów i futbolowych mięśniaków, mogących się pochwalić dziewczynami z drużyny cheerleaderskiej. Powoli traciłam wiarę.
Wszystko zmieniło się w momencie, w którym zobaczyłam ogłoszenie, że szkolny chór - New Directions - szuka nowych wokalistów i muzyków. I poczułam bicie serca, tak specyficzne, jak wtedy, gdy do moich rąk dostała się ulotka szkoły. Wpisałam się na listę, jak wtedy podążając za głos serca, nie rozumu.
Odzyskałam wiarę. Mój świat nabrał nowych, o wiele cieplejszych barw. Moje życie nabrało sensu. Kujoni, sportowcy, cheerleaderki, bogacze - wszyscy oni tracą na znaczeniu, gdy w szkole rozbrzmiewa pieść New Direction. Klękajcie narody, przybywamy!


MCKINLEY HIGH

czwartek, 8 listopada 2012

GODS CENTURY

  I LOVE ROCK'N'ROLL!

Tak bardzo chciałbyś być mną. I nie bez powodu!
Pieniądze, narkotyki, seks i przede wszystkim... ROCK'N'ROLL!
Zjawiasz się na moim koncercie, żeby podziwiać mój wygląd. Zachwycić się bujną czupryną, pozazdrościć pisków dziewczyn, które zajmują ponad połowę miejsc w koncertowej sali.  Chciałbyś móc odebrać mi mój talent do śpiewania, ukraść kompozytora i twórcę tekstów, albo chociaż przejąć ich zdolności. Marzy Ci się, żeby mieć wokół siebie tłum fanek i fanów. Spać na zielonych dolarach i zawsze mieć łóżko pełne kobiet. Naprawdę myślisz, że to takie trudne zdobyć pieniądze, sławę, kobiety? To kwestia odpowiednich wyborów, inteligentnych kroków i odrobiny ryzyka. Świat rock'n'rolla nie jest dla mięczaków, a ja nie wiem, czy Ty jesteś na niego gotowy.
Tu każdy czyha na moment, w którym podwinie Ci się noga i będzie mógł przejąć wszystko to, co zdobyłeś. Wszystko to, co dotąd było Twoje. Wszystko to, co wcześniej odebrałeś innemu rockendrolowcowi.
Nie będziesz drugim Presley'em, ale kto zabroni Ci bawić się jak on?

Muzykę tworzą ludzie, ale żeby stać się częścią nich, musisz pokazać coś więcej niż tylko talent.
Tu liczy się każdy fan, a niezadowolony fan, to pech, którego unika każdy muzyk.

Pomyśl, że to nieco inna wersja Matrixa. Masz dwie pigułki, którą wybierasz?

taki wstyd, że aż wstyd... T.T

piątek, 19 października 2012

SUPERNATURAL DIMENSION

Pośrodku pola kukurydzy stała czarna impala, który z daleka wydawał się opuszczony. Ot, taki zabytek, będący w tym miejscu z sentymentu, albo zepsuty samochód, po którego farmer ma zamiar wrócić rano razem z mechanikiem. Gdyby jednak podejść bliżej i przyjrzeć się dokładnie, to zauważy się dwóch mężczyzn siedzących w środku.

Kolejne spadające krople deszczu, uderzały w szybę samochodu i pod wpływem tego cichego dźwięku mężczyźni z wolna odpływali rzeką własnych myśli, nawet nie wiedząc, że terapeuci nazywają ten stan lekkim stadium hipnozy i wprawny hipnoterapeuta byłby w stanie poparzyć ich długopisem.
W stanie Kentucky, w którym się znajdowali doszło ostatnimi czasy do kilku morderstw, które - tylko siedzący w impali mężczyźni o tym wiedzieli - były ze sobą ściśle powiązane. Rozwiązanie tej zagadki znajdowało się tu, pośrodku pola kukurydzy, a przyczyną tych zabójstw był bóg kukurydzy, Cacao, pochodzący z wierzeń Majów. 

Pozostaw swoją fascynację, czytelniku, i przypatruj się dokładnie temu, co teraz się dzieje.

Odrobina światła pomiędzy kukurydzami i jak na pstryknięcie palcami mężczyźni wybudzili się z transu, skupiając się na tym, co przychodziło i wyjmując broń. Cicho wyszli z samochodu, nie zamykając drzwi, żeby trzask zamka nie spłoszył boga. Stawiali ledwosłyszalne kroki. Doskonale wykształceni zabójcy, idealni  łowcy, wspaniali bohaterowie, nieznani światu obrońcy ludzkości.
Chciałbyś iść za nimi, zobaczyć jak po raz kolejny ratują świat wyniszczając plugawe zło. Jak niszczą demony, wampiry, wilkołaki. Jak walczą ze zmiennokształtnymi, ghulami, bogami i lewiatanami.
A może chcesz być jednym z tych złych? 
Nie znasz serialu supernatural? To nic!
Tu nie liczy się znajomość Jensena, Jareda czy Mishy. Tu liczy się, po której stronie barykady jesteś.
Chcesz być niczego nieświadomym śmiertelnikiem? Dobrze, ale nie zdziw się, jeśli któregoś dnia opęta Cię demon. Może to skończyć się Twoją śmiercią. A jeśli rodzina z tęsknoty przywróci Cię do życia, możesz stać się zombie.

Decyduj, to Twoje życie. Twój wybór!


SUPERNATURAL DIMENSION


Uff... 

SIEROCINIEC AGNES REDBAIR


Pięćdziesiąt par bucików, równo ustawionych przed wycieraczką, z powyrywanymi sznurowadłami i przybrudzonymi czubkami. Pięćdziesiąt par wyciągniętych rąk, pięćdziesiąt smutnych twarzy, proszących o chwilę uwagi. Pięćdziesiąt i więcej łez, które zatrzymały się na gładkich, zapadniętych policzkach.
Kim jesteś, aby mówić innym, że jest Ci źle? Kim jesteś, żeby narzekać, że nikt Cię nie kocha? Podnieś głowę, spójrz w zaciemnione okna sierocińca, obok którego właśnie przechodzisz, a potem zastanów się... Czy naprawdę jesteś jedyną osobą w tym mieście, której źle się powodzi? A to, że mama kazała Ci posprzątać pokój... Ciesz się, że w ogóle ją masz. Ciesz się, że w ogóle masz mamę. Pięćdziesiąt przygarbionych pleców, pięćdziesiąt żałośnie wyglądających sylwetek chciałoby, aby rodzice kazali im posprzątać pokój. Bo w końcu miałyby swój własny pokój. I w końcu miałyby rodziców.
Co robisz? Otwierasz drzwi? Naprawdę chcesz spojrzeć w pięćdziesiąt par oczu, które nie mają już żadnego wyrazu? Pozornie wyglądają jak dzieci, jednak w środku to ludzie bardziej doświadczeni przez los, niż Ci się wydaje. Po co się do nich uśmiechasz? Dajesz im tylko złudną nadzieję. Choć to doświadczone osoby, nadal zamknięte są w ciałach naiwnych dzieci, potrzebujących bezpieczeństwa.
Podeszły do Ciebie. Te pięćdziesiąt par rączek różnej wielkości chwyciło za Twoją koszulkę, za Twoje buty, za Twoje spodnie, wręczyło Ci kilka zabawek albo pokazało Ci środkowe palce, które są wyrazem najzwyklejszego w świecie zagubienia. Cokolwiek Ci przyszło do głowy, nie możesz ich teraz odtrącić.
Gdyby moja mamusia chciała,
mogłaby być królową.
Ale musiała umrzeć,
bo tatuś zmienił się w wilka.
Nie wiesz, na kim skupić wzrok. Niektóre uśmiechnięte, inne przygnębione - pięćdziesiąt osób demonstracyjnie wlepia w Ciebie swoje ciekawskie spojrzenia. Ktoś się zaśmiał. Ktoś zapłakał. Rozglądasz się nerwowo i cofasz do tyłu. Dzień dobry, słyszysz. Nie wiesz, co masz robić. Po co tu wchodziłeś?
Moja mamusia była chuda
i dlatego nie mogła mnie kochać.
Ale jak tylko będzie chuda mniej,
to mnie kupi na zawsze.
Stoisz przed sierocińcem, dysząc. Kątem oka zerkasz w okna i dostrzegasz w nich pięćdziesiąt przyklejonych twarzy do szyby. Pięćdziesiąt żałośnie wyglądających twarzyczek i pięćdziesiąt par smutnych oczu.

Wrócisz tu jeszcze?




Reklama nie oddaje klimatu bloga, który jest zdecydowanie bardziej weselszy niż powyższe, ale uwielbiam takie smutne sierocińce, dlatego opis jest w takim stylu.

DAWNO, DAWNO TEMU...


Pamiętaj, że nawet idiota ma prawo do tego, aby opowiedzieć innym swoją bajkę.
Raz. Dwa. Trzy. Cztery. Pięć. Sześć. Siedem. Dokładnie tyle osób i tyle charakterów potrzeba, aby zamknąć setki kolorowych bohaterów w jednym miejscu. Kubusia Puchatka, Pocahontas, Kopciuszka, Królewnę Śnieżkę, Shreka... Wyobrażasz to sobie? To niemal jak rezerwat dla rysunkowych postaci, które tak kochałeś w dzieciństwie. Ale uwierz, nie chciałbyś ich spotkać w tym stanie. Twój ulubiony Czerwony Kapturek ma teraz czerwone włosy zamiast peleryny i mnóstwo kolczyków, Roszpunka ścięła w akcie desperacji swój piękny, jasny warkocz i poszła do zakonu po tym, jak rzucił ją chłopak, a Kapitan Hak jest najlepszym przyjacielem Piotrusia Pana, choć po cichu daje dwuznaczne sygnały Wendy, bawiącej się dziko co noc w jednym z lokalnych klubów. A pamiętasz ją przecież jako cnotliwą i grzeczną dziewczynkę, mam rację? Ty pamiętasz, jaka była, a ona? Ona myśli, że wszystko, co ją otacza, to jej prawdziwy świat. Centra handlowe, banki, sklepy spożywcze... Dlaczego?
Raz. Dwa. Trzy. Cztery. Pięć. Sześć. Siedem. Przeczytaj to jeszcze raz. Co kryje się pod tym ciągiem liczb? Na pewno nie siedem krasnoludków i nie siedem kolorów tęczy, mogę Ci to zagwarantować. Nazwali się Nieszczęśliwą Siódemką. Znasz ich pod siedmioma nazwami i z siedmiu opowieści. Przygrywali za każdym razem, ilekroć jakaś dobra, poczciwa matka opowiadała swojemu dziecku na dobranoc jedną z bajek; przegrywali za każdym razem, gdy ktoś z hukiem zamykał książkę, mówiąc "to koniec, a teraz śpij"; przegrywali za każdym razem, kiedy ktoś puszczał ich historię na kasecie VHS lub płycie DVD. Znudziło im się to. Mieli tego wszystkiego serdecznie dosyć. Postanowili się zemścić. Postanowili postawić na swoim.
I zamiast Happy Endu będzie Happy Wkręt. Albo Happy Zemsta, którą tak naprawdę ciężko nazwać happy.

A Ty na co patrzysz? To po sobie, to tępo w przestrzeń, szukając jakiejś cząstki siebie? Czy na tych dziwnych ludzi, którzy z jakichś nieznanych powodów nie chcą (lub nie mogą) opuścić swojego nudnego miasta, i którym by nigdy do głowy nie przyszło, że są postaciami z bajek? Zastanów się. To miejsce czeka na Ciebie.


sobota, 13 października 2012

MEGA CITY 4567

Życie przerwał wybuch. Najpierw jeden, potem drugi, trzeci, kolejny. Aż nadeszło coś gorszego. Coś, co zmiotło z powierzchni ziemi wszystko. Odgłos wybuchu był tak potężny, że po przebudzeniu niewielu potrafiło usłyszeć to, co wrzeszczeli im do ucha inni. Gdzieniegdzie jeszcze dogasał ogień, płomienie trawiły resztki. Nie pozostało nic. Ci, którzy się ostali zaczęli wznosić miasta na nowo, budować domy, zakładać rodziny, szukać szczęścia w nowym świecie.
Nuklearny wybuch stał się współczesnym Potopem, ale życie po nim wcale nie stało się łatwiejsze i pozbawione zła. Na każdym kroku można napotkać przestępców, gotowych okraść Cię z ostatniego grosza i Sędziów, którzy tylko czekają na to, by cię osądzić. Stłoczony w nowym, cybernetycznym świecie pełnym stworzeń, które wcześniej wydawały Ci się czymś nienaturalnym, możesz czuć się zagubiony i niepewny jutra. Ale to właśnie na tym polega cała zabawa.
Możesz wcielić się w zwykłego mieszkańca Megalio, albo stań się nieuchwytnym przestępcą. Wampirem, który będzie pozostawiał wysuszone z krwi ciała na środku ulicy, albo wilkołakiem wyjącym do księżyca. Czeka na Ciebie wiele atrakcji, bo przecież wszędzie znaleźć można bar, albo kasyno. Uważaj na tę damę, po Twojej lewej stronie, to cyborg, z którym lepiej nie zadzierać, ma wszędzie swoje wtyki.
Może też Los uśmiechnie się do Ciebie i powierzy Ci rolę Sędzi?
Wtedy bądź czujny, bo Zło nigdy nie śpi! Ono czuwa, aż potknie Ci się noga i to Ono będzie zjadało ze smakiem Twoje szczątki.
Życie w Mega City to walka, którą podjąć potrafią tylko najlepsi.
                                                                                                 Zdecyduj, kim Ty jesteś.
Ale mi wstyd za to...

niedziela, 30 września 2012

MYSTIC FALLS LIFE

- Wjechaliśmy właśnie do Mystic Falls. - z głośnika odezwał się głos mężczyzny w średnim wieku, kierowcy autobusu, którym jechałeś. Poczułeś jak dreszcze przechodzą Cię wzdłuż kręgosłupa i nie było to sprawką ponętnego głosu mężczyzny, a nieodpartym wrażeniem tajemniczości, jakie dawała ci nazwa miasteczka. Mystic Falls. Mystic. Mystic. Falls. Falls. Falls Mystic. Zakręciło Ci się w głowie, a mgła spowiła Twoje oczy, powieki Ci opadły. Potrząsnąłeś głową, próbując odgonić sen, który nadszedł znikąd.
- Po prawej stronie widzimy dom rodziny Salvatore, jednej z Założycieli Miasta... - tym razem odzywa się przewodnik, którego głos ginie w podziwie, który odczuwasz na widok olbrzymiego domu. Wyobrażasz sobie, jak musi wyglądać w środku. Zapewnie równie fantastycznie, w tym starym stylu. Tak intrygującym. Otwierasz brulion, szukając właścicieli domu i napotykasz na twarze dwóch młodych mężczyzn i ciche westchnienie wydobywa się z Twoich ust. Spoglądasz na dom, który powoli znika Ci z oczu. Wyobrażasz sobie mieszkanie z dwoma tak przystojnymi mężczyznami. Siebie, jako...
- A tu mieszkała Elena Gilbert, wraz ze swoim bratem Jeremy'm, oraz ciotką Jenną... - Twoje myśli wchodzą na kolejny tor, gdy przerzucasz stronę brulionu, poszukując kolejne postaci z opowieści przewodnika. Dziewczyna na zdjęciu zdecydowanie przypada Ci do gustu i w duchu zazdrościsz jej tych kręconych brąz włosów. W zniecierpliwieniu i chęci poznania kolejnych mieszkańców tego miasteczka sprawdzasz kolejne strony i wczytujesz się w ich życiorysy, co raz to bardziej zafascynowany losami mieszkańców Mystic Falls. Nawet nie zdajesz sobie sprawy, kiedy wyjeżdżacie z miasta. W Twojej głowie króluje marzenie powrotu do tamtych lat, wtopienie się w tłum, stanie jednym z legendarnych Założycieli, albo wejście  w walkę pomiędzy wampirami a wilkołakami. Chciałbyś poczuć się jak Rebbekah Mikaelson, albo Nikolaus.
Wzdychasz cicho, jeszcze nie wiedząc, że Twoje marzenie może stać się rzeczywistością...


Terefere. Widzicie, jakiego dostałam speeda?

MIAMI PARADISE

Położone w południowo-wschodniej części Florydy miasto, niejednemu kojarzy się wyłącznie z plażą i imprezami. Samo wypowiedzenie słowa ,,Miami" wywołuje przyjemne obrazy zabawy, alkoholu i radości, które pcha, żeby wsiąść w pociąg i ruszyć. Wspomina się opowiadania przyjaciół i znajomych o wspaniałości tego miasta, o tym, że można tam znaleźć wszystko to, co potrzebne nam do życia. Wszystko, co daje radość i spełnienie.
Powstrzymuje nas jedynie ta resztka przyzwoitości, mówiąca, że trzeba skończyć szkołę, wyjść na ludzi, poświęcić się karierze i rodzinie. Siedzimy zatem w czterech ścianach wysokiego biurowca, spoglądając na zabetonowane miasto i uzupełniając kolejne papiery, których wypełnianie pozbawione było najmniejszego sensu. Scena się zmienia w jednej setnej sekundy, gdy zrywamy się z obrotowego krzesła, wychodzimy zza biurka i wymijamy rzędy stanowisk, w których siedzą pozostali współpracownicy, wykonujący równie bezsensowną pracę, co my. Srebrne drzwi windy otwierają się, a ponętny głos kobiety oznajmia, że jedziemy na ostatnie piętro. Wraz z nami są w windzie podobni nam ludzie. Ubrani w garsonki i garnitury, z minami jakby nieobecnymi, oczami pełnymi smutku. Tak jak my wybrali pracę, rodzinę i życie dorosłego. Drzwi windy rozsuwają się i wychodzimy z niej, kierując swoje kroki ku schodom przeciwpożarowym, które prowadzą na dach budynku. Kiedy znajdujemy się już na świeżym powietrzu, łapczywie pobieramy kolejne dawki tlenu, stając na krańcu dachu. Ostatni raz oglądamy się za siebie, dostrzegając innych, podobnych nam ludzi, z którymi spotkaliśmy się w windzie. Tak jak my stoją na dachu, jeden za drugim rzucając się w dół. Nie czekasz dłużej, kolana same się zginają, wymuszając na nas skok, efekt złego wyboru.
Czujemy mocny powiew powietrza na twarzy. Zamykamy oczy, z wrażenia niemalże odpływamy już, tracąc świadomość i nie czujemy, gdy uderzamy w asfalt, a nasze ciała zdobią ulice.
Niech żyje wolność. Niech żyje Miami!



Wiem, nieco... inne, ale mam nadzieję, że dobrze przekazałam, to co chciałam i nie trzeba się będzie głowić nad tym "co autor miał na myśli".

sobota, 29 września 2012

BAŚNIE VALNWERDU

Strzeżcie się fałszywych proroków, którzy przychodzą do was w owczej skórze, a wewnątrz są drapieżnymi wilkami. Mt, 7;15.Och, czemu nie słuchasz mego głosu, człowieku? Och, czemu nadajesz sobie prawo, do decydowania o czyimś życiu-nieżyciu? Och, czemu schodzisz z mojej drogi i dajesz fałszywe świadectwo?
Głupiś, człowieku, nie umiejąc pojąć sensu Agape!

Strach wychylić nosa poza próg domu i odsunąć firankę o milimetr, by zajrzeć przez szybę na to, co dzieje się za oknem. Słyszy jakby pisk myszy, ale dobrze wiesz, że to tylko wilcze dziecko chowa się w szafie i z przerażenia wydaje z siebie ciche pojękiwanie. Nie jest w stanie go uciszyć, bo strach dawno już zawładnął jego ciałem i umysłem. On też z resztą nie czujesz się najlepiej. Nie nadaje się już do czynnej walki, a ciągłe ukrywanie się ze swoją naturą sprawia co raz więcej problemów. Siada w starym fotelu, którego sprężyny cicho skrzypią pod jego ciężarem i wzdycha ciężko, gdy jego wzrok pada na krzyż powieszony nad framugą drzwi.
Za oknem słyszy wrzask pełen strachu, świst powietrza, kiedy stal przecina powietrze, oraz odgłos upadającego na ziemię ciała. Następcy świętego Piotra pomyliły się pojęcia miłości z nienawiścią, oraz fragmenty Pisma. Dotyka lekko spiczastych uszu, przesuwając po nich palcem i nie dowierzając własnemu losowi: czy naprawdę starczy tylko tyle, by stać się szatanem?
Głośne kołatanie do drzwi wyrywa go z zamyślenia. Nim jednak zdąży wstać i otworzyć, drzwi wypadają z zawiasów, a do środka domu wpada kilkoro żołnierzy, mających na celu wymordowanie każdego, kto tylko wykracza poza granice normalności.
- Oto jestem - odpowiada niczym Samuel na wezwanie Pana. Nim jeszcze upada na podłogę z odciętą głową, widzi, jak z szafy wyciągany jest zaledwie dziesięcioletni chłopiec. Dobrze wie, że spotka go taki sam los, jak jego. - Niech Twoja wola...
Wierzy, że miejsce, w którym się znajduje, to Niebo. Woli wierzyć w to, niż w możliwość niebytu. Widzi stąd to, co dzieje się na Ziemi. Jak istoty takie jak on kryją się pomiędzy ludźmi, starając się przeżyć za wszelką cenę. Jak człowiek morduje człowieka, widząc w nim potwora. Jak szerzy się chaos, któremu nikt nie potrafi już zapobiec. Gdyby nie fakt, że nie żyje ruszyłby do walki.
Ty jednak masz taką możliwość. Możesz się zerwać do powstania, walczyć o swoją godność. Możesz też schować pomiędzy ludźmi, skryć swoje prawdziwe ja i stać jedną z baśni, którą opowiada się dzieciom na dobranoc.
Co wybierasz?



Mam nadzieję, że się podoba.
Odautorsko dodam również, że Agape to jedno z siedmiu z żydowskich określeń miłości. Dla zainteresowanych polecam Google. A słowo szatan oznacza przeciwnika, nie diabła, zaś Samuel to jeden z proroków i kapłanów Pana. No i fragment ,,Niech Twoja wola (...)", nie muszę chyba tłumaczyć, prawda? Uznałam, po przeczytaniu fabuły, że takie nawiązania do Pisma będą dobre...

DOMAIN OF DREAMS

Zawsze uważałeś się za normalnego człowieka, a przyjaciele podziwiali Twój konkretyzm i realne spojrzenie na świat. Nie wierzyłeś w brednie o Bogu, nie dawałeś się zwieść świetnym opowieściom o Ziemiomorzu, nawet Tolkien i Sapkowski nie byli w stanie sprawić, żebyś zafascynował się światem fantastycznym. Niby nierealnym, nieistniejącym, w pełni fikcyjnym, a w rzeczywistości będącym tak blisko nas.
Zawsze uważałeś, że masz poukładane w głowie, i że nic nie jest w stanie Cię zaskoczyć, bo wiesz już wszystko. A gdybym Ci powiedziała, że w świecie, którym przyszło nam żyć, że w mieście, w którym mieszkamy, że w ludziach, których nazywamy przyjaciółmi, kryje się coś, czego nasz ludzki umysł nie jest w stanie pojąć? Wyśmiałbyś mnie i powiedział, żebym nie robiła sobie żartów. Ale mój Drogi Przyjacielu, czy ja kiedykolwiek żartowałam o takich sprawach?
Pozwól mi zaprowadzić Cię do nowego świata. Pokazać rzeczy, w które nigdy nie chciałeś uwierzyć. Daj się ponieść magii. Spójrz, to Nowy Jork, miasto, które tak dobrze znasz. Mówiłeś nie raz, że nawet z zamkniętymi oczami potrafiłbyś dojść w każdy jego zakątek. Ludzie, którzy nas otaczają, przyjaciele, oraz ci, których mijamy na ulicy, wydają się być całkiem normalni. Szarzy, pozbawieni koloru, sensu życia i ciekawości. A gdybym Ci powiedziała, że ta kwiaciarka, która układa właśnie kwiaty na wystawę kwiaciarni, potrafi zmieniać przedmioty za pomocą myśli? Albo, że ta ciemnowłosa, pociągająca kobieta jest w rzeczywistości królową demonów i porywa na zlecenie? Albo tamten wysoki blondyn, którego znasz z przychodni, więcej wspólnego ma z krwiożerczymi wampirami, niż z medycyną? Wiem, że nie jesteś w stanie mi uwierzyć na słowo, dlatego przyjmij moją dłoń, poczuj, jak z podniecenia wbijam paznokcie w Twoją skórę i ciągnę Cię ku zakamarkom Twojej fantazji, niedowierzania, oraz nowojorskim ulicom, gdzie spotkać można nieludzi.
Uwierz w marzenia, a magia powróci...




Tak jak herbata z cytryną jest moczopędna, tak zobowiązania reklamopędne. 

Nie umiem dodać zdjęcia, bo... bo nie umiem. Nie miałam w rękach komputera od ponad tygodnia, no.

HALF BLOOD CAMP



Nawet nie próbuj mi wmówić, że Cię to nie intryguje, że niewidzialna siła nie pcha Cię w tamtą stronę, że możesz przejść obok nich obojętnie. Pole uprawy truskawek jeszcze nigdy nie wydawało Ci się aż tak interesujące. Nie możesz oprzeć się uczuciu, że nie powinieneś iść w tamtą stronę, ale nie możesz powstrzymać własnych nóg. Stopy same Cię tam prowadzą.
Nagle poczułeś, jak ziemia zaczęła drżeć. Najpierw lekko, prawie niezauważalnie, ale już po chwili byłeś pewien, że właśnie zaczęło się trzęsienie ziemi. Conajmniej kilka stopni, w skali Richtera. Za sobą słyszysz głośne kroki i odwracasz się, stając twarzą w twarz z przyczyną trzęsienia. Minotaur, który dotąd gonił chłopaka, będącego mniej więcej w Twoim wieku, teraz zainteresował się Twoją osobą. Patrzysz na niego niedowierzając własnym oczom i prawdopodobnie zginąłbyś przy jednym machnięciu jego potężną łapą. Usłyszałeś gwizd i okrzyk ,,Hej, monstrualna brunetko, tutaj!" i zobaczyłeś jak chłopak rzuca się na potwora, zręcznie wymachując obusiecznym mieczem. Nogi ugięły się pod Tobą i upadłeś na ziemię, jak skamieniały oglądając wspaniałą walkę młodego herosa z monstrum. Ostrze miecza wbite zostało w kark Minotaura i nie minęła chwila, a po stworzeniu nie zostało nawet śladu. Chłopak, Twój bohater, podszedł do Ciebie, ocierając mokre od potu czoło rękawem bluzy. Wyciągnął dłoń w Twoją stronę i pomógł Ci wstać, a następnie poprowadził w stronę uprawy truska... Truskawek? Zamrugałeś oczami, niezdolny do wypowiedzenia choć jednego słowa i stałeś wryty w ziemię. Szczęk oręża, świst strzał i głośny okrzyk: Mamy sztandar! To wszystko zdawało się być nierealne. Nieprawdziwe. Chłopak poklepał Cię pocieszająco po ramieniu:
- Teraz i Ty dostałeś szansę bycia jednym z nas. - powiedział z wesołością w głosie. - Witaj w Obozie Herosów.

HALF BLOOD CAMP

Mag ma nadzieję, że Wasze żołądki to strawią.
Dobranoc
.

środa, 19 września 2012

SCHOOL FOR CHILDREN OF THE NIGHT

Już gdy przekraczałeś bramę szkoły, czułeś, jak wzdłuż kręgosłupa przechodzi Cię nieprzyjemny dreszcz.
Teraz, im bliżej jesteś mrocznego budynku szkoły, tym bardziej masz ochotę zawrócić. Ciekawość pcha Cię jednak dalej i na karku pojawiły się już pierwsze krople potu.
Czego się boisz, śmiertelniku?
Krwiożerczego wampira, który właśnie pojawił się za Twoimi plecami?
Bo nie słyszałeś jego bezszelestnego kroku, a Twoje oczy nie były w stanie zarejestrować jego szybkich ruchów? Bo zdałeś sobie sprawę na czyj teren wszedłeś i co może Ci się stać, gdy ktoś Cię przyłapie?
Krew co raz szybciej pulsuje w Twoich żyłach, czujesz jak tętno wybija rytm na skroniach i wiesz, że to nie przypadek. Ktoś stanął za Twoimi plecami, czułeś to nie tylko intuicyjnie. Byłeś tego pewien, a przecież dotąd tak łatwo Ci szło...
Cichy głosik podszeptuje Ci, że zgniesz. W głowie pojawia się milion obrazów Twojego ciała, wypróżnionego z krwi i porzuconego gdzieś w ciemnym lesie. Nie jesteś w stanie się poruszyć. Stoisz jakby ktoś ogromnym palem wbił Cię w ziemię. Kątem oka dostrzegasz ciemną postać, która okrąża Cię i staje tuż przed Tobą.
Nim zapadniesz w,jak Cię się zdaje, wieczny sen, przed oczami mignie Ci biel ostrych kłów, a pod opadającymi powiekami pozostanie wspomnienie monstrualnego zamczyska.
Słyszysz to? Tę krew, która pulsuje w czyiś żyłach. Tak spokojnie, powoli, bez pośpiechu. Tak podsycająco, ponętnie, słodko.
Głowa pęka pod napływem odgłosów, gdy wybudzasz się ze śpiączki. Głód, którego nie jesteś w stnaie pojąć, parzy Twoje gardło. Chcesz się poruszyć, rzucić w stronę Życia, by wyssać z niego winną ambrozję, ale nie jesteś w stanie.
- Witaj w Szkole dla Dzieci Nocy - słyszysz szyderczy śmiech, który całkowicie wybudza Cię ze snu. - Teraz i Ty możesz stać się jej uczniem.

SCHOOL FOR CHILDREN OF THE NIGHT



Mag ma nadzieję, że wygląda dobrze i że się podoba, bo nigdy się w takie coś nie bawił.